grudnia 30, 2019

Templariusze. Fenomen który przetrwał. - Roman Bolczyk

Tytuł: Templariusze. Fenomen który przetrwał
Autor: Roman Bolczyk
Wydawnictwo: KOS

Bez wątpienia Templariusze to najbardziej tajemniczy zakon w historii. Za sprawą otaczającej ich aury tajemniczości, potęgi i spektakularnego upadku przez wieki byli bohaterami legend i fantastycznych opowieści: o zgromadzonych przez zakon bogactwach, poszukiwaniach Świętego Graala, związkach z masonami… a nawet dopłynięciu do Ameryki! Do dziś ich historia pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi.

O książce:
Nieuczciwy proces inkwizycyjny templariuszy i likwidacja zakonu miały ich zepchnąć w otchłań czasu i skazać na wieczne zapomnienie. Bohatersko ginęli na torturach lub konając w lochach. Kiedy już wydawało się, że świeca ich dziejów dopaliła się wraz z łuną stosów, okazało się, że niektórym z nich udało się wcześniej zbiec ze skarbem, odpływając z La Rochelle do Portugalii i Szkocji. Znajdujemy tam ślady ich obecności w Tomar i w Rosslyn. Waleczny duch i tajemnicze umiejętności templariuszy zawiodły ich na oceaniczne szlaki. Wyruszyli w nieznane.
Na żaglach odkrywców Nowego Świata widniał ich krzyż.
Założycielem zakonu był Hugues de Panys (data założenia to, ok. 1118 rok). Templariusze jako zakon został zatwierdzony w 1129 roku na Synodzie w Troyes. Ich zadaniem było strzeżenie relikwii Świętego Krzyża i sprawowanie pieczęci nad Świętym Graalem.
Roman Bolczyk - autor, prawnik i były prokurator poprzez swoją publikację przybliża nam schemat działania zakonu na rzecz budowy swej potęgi, ich historii i późniejszego upadku. Zabiera nas w niesamowitą podróż do przeszłości w celu lepszego zrozumienia wyjątkowości Zakonu Templariuszy.

Moje zdanie:
Książka ta jest świetnie wykonanym dokumentem, który w oparciu o fakty historyczne, a także dostępne materiały źródłowe poszerza naszą wiedzę o tej niezwykłej jak na owe czasy organizacji religijno-gospodarczo-militarnej zwanej Zakonem Templariuszy. Rozmach w działaniu, wierność i bezgraniczne oddanie swoim ideom pozwoliły Templariuszom na przestrzeni dwóch wieków stworzyć niezwykle prężną instytucję świadczącą usługi militarne (podboje w Ziemi Świętej), gospodarcze (rozwój przemysłu i rolnictwa), a także bankowe. Te ostatnie o całe wieki wyprzedzały ówczesny świat, a wiele z ich pomysłów jest wykorzystywane do dnia dzisiejszego - listy zastawne lub weksle.
Autor w bardzo przystępny sposób tworzy swoją opowieść. Skupia się na najważniejszych wydarzeniach – tak by nie zanudzić czytelnika. Opowiada w gawędziarski i zrozumiały nawet dla historycznego laika sposób o powstaniu Zakonu, o dniach chwały i gwałtownym upadku.
W swojej opowieści podąża śladami rycerzy świątyni, przywołując w niej fakty,podparte licznymi odnośnikami do źródeł historycznych, fotografiami miejsc, świątyń, ruin, dzieł sztuki i innych artefaktów związanych z historią templariuszy. Roman Bolczyk pobudza głód na historyczną wiedzę. Polecam tę pozycję nie tylko pasjonatom samych templariuszy,ale każdemu, kogo interesują dzieje średniowiecznej Europy. Pamiętajcie, że w każdej legendzie jest ziarnko prawdy.

 Ocena: 9/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu KOS


grudnia 28, 2019

Wigilia pełna duchów. Zbiór opowiadań grozy.

Tytuł: Wigilia pełna duchów. Zbiór opowiadań grozy.
Autorzy: opracowanie zbiorowe
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Początkowo wigilia nazywana była „wieczerzą ze zmarłymi przodkami” i było to coś znacznie bardziej podniosłego niż dzisiejsze Wszystkich Świętych. Uważano, że zmarli wchodzą do domów i zasiadają do stołu z żywymi. Do uczty dołączać miały nie tylko dusze przodków, ale też wszelkie inne istoty duchowe, od których, jak wierzono, roiło się wokół.
Po popularności „Opowieści wigilijnej” Charlesa Dickensa, w wiktoriańskich gazetach i czasopismach często pojawiały się opowieści o duchach w czasie świąt Bożego Narodzenia, a czytanie ich przy świecach lub przy kominku stało się coroczną tradycją. Najwyraźniej krótkie dni, zapodający wcześniej zmrok i towarzysząca mu aura tajemniczości rozbudzały pomysłowość angielskich autorów.

O książce:
Najkrótszy dzień w roku, w którym następuje zimowe przesilenie, a światło pokonuje mrok. Rozkwitowi opowieści o duchach sprzyjała moda na średniowiecze i sprzeciw wobec bezpardonowo wdzierającej się w życie nowoczesności.
Niniejszy zbiór budzących dreszczyk grozy opowiadań z tego okresu stanowi mieszankę stylów i motywów i obejmuje dzieła popularnych pisarzy, takich jak Elizabeth Gaskell, Edith Wharton, F. Marion Crawford czy M.R. James.
"Wigilia pełna duchów" zawiera opowiadania, które weszły już do kanonu ghost stories. W czasach, gdy tajemniczość i nadzmysłowość zostały niemal całkowicie wyparte z życia codziennego, warto sięgnąć do tej literatury i zastanowić się, czy coś czasem nie czai się za rogiem? I czy ktoś nie czyha na nasze życie?
Miejmy oczy szeroko otwarte, bo w wigilijną noc nic nie dzieje się przez przypadek; to czas cudów, zgody, szczęścia. To czas, w którym nic nie powinno nas dziwić.

Moje zdanie:
Wigilia pełna duchów to dwanaście, bardzo zróżnicowanych, ale trzymających wysoki poziom historii napisanych przez autorów, których nazwiska bardzo dobrze kojarzą miłośnicy angielskiej prozy czasów wiktoriańskich. Książka daje nam próbkę twórczości zarówno tych legendarnych, jak i mniej znanych pisarzy, bowiem nie ma chyba lepszego sposobu na poznanie stylu konkretnego twórcy, niż przeczytanie niedługiej, ale wymagającej sprawnego warsztatu, próbki literackiej.
Olbrzymim plusem ten antologii jest także jej aspekt historyczny. Wczytując się w nią z dużą dokładnością możemy wysnuć wnioski co do tego, co najbardziej działało na wyobraźnię i przerażało Anglików z przełomu XIX i XX wieku. Mamy tutaj duchy dzieci, nawiedzone zamczyska, pomocne duszki, a nawet gadające czaszki.
Co warto podkreślić, tworzące antologie opowiadania nie należą do krwawych i przerażających historii. Ci, którzy liczą na to, że zostaną mocno przerażeni, bardzo się zawiodą. Same opowiadania bardziej zmuszają do refleksji i wysuwania własnych wniosków. Mowa w nich głównie o miłości, w kilku o zemście zza grobu, jest także odkupienie win i uwolnienie znękanych dusz.
Klimat tych tekstów jest nie do podrobienia, a aktualność niektórych z nich zwyczajnie zaskakuje.
Samo wydanie również zasługuje na pochwałę. Piękne z zewnątrz (twarda okładka z klimatyczną obwolutą) i
cudownie dopracowane wewnątrz.
Wigilia pełna duchów to zbiór pełen doskonałych i klimatycznych historii. Każdy miłośnik opowieści grozy z pewnością znajdzie coś dla siebie.

Ocena: 7/10


Za książkę dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


grudnia 19, 2019

Nieoficjalny przewodnik po grze o tron - Kim Refro

Tytuł: Nieoficjalny przewodnik po grze o tron
Autor: Kim Refro
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

HBO po eksperymentowaniu przy m.in. Rzymie stworzyło kompletnie nowy format na małym ekranie. Telewizyjna "Gra o tron" wystartowała w 2011 r. i choć cieszyła się sporą popularnością i uznaniem krytyków, to na mówienie o "rewolucji" czy "fenomenie" trzeba było jeszcze poczekać. Kilka lat i epizodów później już wiedzieliśmy, że ekranizacja ta zmieniła oblicze telewizji.
Gra o tron była przykładem tego, że można tworzyć historię w zaskakujący sposób. Cały czas widzowi towarzyszyła niepewność co do losów ulubionych postaci, bo nikt nigdy nie był bezpieczny. Żadna adaptacja nie była jeszcze tak nieprzewidywalna.

"Aby odpowiedzieć o początkach adaptacji HBO i o czynnikach, które skłoniły Martina do podpisania kontraktu, trzeba zacząć od przyjrzenia się temu, jak pomysły autora zmieniały się w ciągu trzynastu lat. [...] Gdy Martina zaczął pisać swój z pozoru niemożliwy do sfilmowania cykl, jego wyobraźnia szybko wyrwała się spod kontroli i opowieść zaczęła rozrastać w kierunkach, których nie przewidywał" (str. 28)

O książce:
Kim Renfro (dziennikarka Insidera) postanowiła "rozgryźć" i "zrozumieć" fenomen HBOwskiego serialu. To dzięki jej niekończącym się poszukiwaniom i mrówczej pracy możemy zapoznać się ze wszystkim, co mogliśmy przeoczyć podczas oglądania Gry o tron. Napisana przez nią książka prowadzi nas przez wszystkie odcinki ośmiu sezonów serialu, opowiada historię jego nakręcenia i tłumaczy, dlaczego stał się tak wielką sensacją, podając mnóstwo ciekawostek i szczegółów z planu.
Autorka jako reporterka miała możliwość przekazywania relacji z premier wszystkich sezonów, analizowania fabuły poszczególnych odcinków i dziejów postaci, a także przeprowadzała wywiady z aktorami, reżyserami oraz całą ekipą filmowców.
W tej książce zaznajamia czytelników z przewodnimi motywami i historią głównych bohaterów, a także wyjaśnia znaczenie zakończenia serialu i pisze o tym, czego możemy spodziewać się po nowych planowanych serialach ze świata Gry o tron.

"Na razie zapraszam Was do przeczytania opowieści o tym, jak powstawał serial Gra o tron, jaki miał on wpływ na popkulturę, a także o głębszych znaczeniach ukrytych w niektórych fragmentach jednej z najwspanialszych historii, jakie kiedykolwiek pokazywano w telewizji." (str. 15)

Moje zdanie: 
Gdy w 2011 roku HBO wyemitowało pierwszy odcinek "Gry o tron", mało kto mógł się spodziewać, że to początek nowego fenomenu. Zjawiskowego serialu, który wyrósł z książkowego pierwowzoru i zyskał ogromne uznanie nie tylko wśród fanów gatunku.
Nieoficjalny przewodnik o grze o tron to ponad trzysta siedemdziesiąt stron niesamowicie interesujących informacji na temat samej ekranizacji. Dowiemy się z niej między innymi o samej genezie powstania powieści, o rozmowach Martina z reżyserami, a także o późniejszym doborze głównych aktorów. Będziemy mieli możliwość śledzenia jeszcze raz każdego odcinka wraz z ciekawostkami, które uciekły nam podczas oglądania.
To bardzo solidny zapis historii powstania tego widowiska, które bądź co bądź zapisało się już wielkimi literami w historii. Ta książka zachwyca nie tylko ilością informacji ale także pięknym wydaniem. 
Twarda okładka z zarysami smoków, rozdziały ubarwione ilustracjami, przejrzysty tekst. Autorka oferuje nam lekko i przystępnie napisaną lekturę, która potrafi wciągnąć i zaintrygować. Uważam, że książka ta jest idealnym dodatkiem do całej serii. Każdy fan sagi „Pieśni lodu i ognia” powinien mieć ja w swoich zbiorach. Moja jedyna waga jest taka, ze treść w niej zawarta zawiera spoilery, więc jeśli jeszcze nie widzieliście serialu, to poczekajcie z przewodnikiem :)

Ocena: 10/10

Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Zysk i S-ka


grudnia 16, 2019

Zapowiedź

Tytuł: Królestwo Mostu
Autor: Danielle L. Jensen
Wydawnictwo: Galeria Książki
Premiera: 15/01/2020



ZAPOWIEDŹ:

A gdybyście zakochali się w tej jednej osobie, którą przysięgaliście zniszczyć?
 W dniu ślubu Lara ma dla męża tylko jedną myśl: rzucę twoje królestwo na kolana. Jako księżniczka szkolona od najmłodszych lat, by być śmiertelnie niebezpiecznym szpiegiem, wie, że Królestwo Mostu symbolizuje jednocześnie legendarne zło – i legendarną obietnicę. Jako jedyna droga przez pustoszony burzami świat, Królestwo Mostu kontroluje handel i podróże między krajami, co pozwala jego władcy się wzbogacać, a swoich wrogów– w tym ojczyznę Lary – rujnować.
Kiedy więc Lara – pod pozorem wypełniania zapisów traktatu pokojowego – trafia do niego jako narzeczona władcy, jest gotowa zrobić wszystko, by osłabić obronę nieprzeniknionego Królestwa Mostu. Ale kiedy Lara trafia do nowego domu – porośniętego bujną roślinnością raju otoczonego przez wzburzone morza – i poznaje przyszłego męża, Arena, zaczyna się zastanawiać, gdzie leży prawdziwe zło. Wokół siebie widzi królestwo walczące o przetrwanie, a w Arenie mężczyznę, który zajadle broni swoich poddanych.
Dzięki swojej misji Lara coraz lepiej rozumie konflikt o most, a jednocześnie nie może dłużej ignorować uczucia, które zaczyna ją łączyć z Arenem.
 A mając cel niemal w zasięgu ręki, musi podjąć decyzję – czy zniszczy króla, czy wybawi własny lud?

Jeśli tak samo jak ja jesteś zaintrygowany tytułem - kliknij w link na dole. 

Wydawnictwo: Galeria Książki

grudnia 12, 2019

Współlokatorzy - Beth O'Leary

Tytuł: Współlokatorzy
Autor: Beth O'Leary
Wydawnictwo: Albatros

"Współlokatorzy" to książka, która trafiła do mnie dzięki zabawie booktourowej. Dla tych, co jeszcze nie wiedzą co to jest, booktour - czyli wędrująca książka. Od jednego czytelnika do drugiego. Aż po pewnym czasie, nawet i po roku, wraca do swojego właściciela. Po książce możemy rysować, pisać, zostawiać uwagi, czy przyklejać naklejki - ograniczeniem jest tylko nasza wyobraźnia. To świetna szansa na poznanie poglądów i opinii innych osób :)
O "Współlokatorach" słyszałam wiele dobrego, i chociaż sama omijam cukierkowe romanse, stwierdziłam "raz kozie śmierć!", i zaczęłam czytać. Jak wypadła u mnie ta polecana wszędzie lektura? Zapraszam do recenzji.

O książce:
Tiffy Moore pilnie potrzebuje taniego lokum. Po rozstaniu ze swoim chłopakiem, nie ma się gdzie podziać, a w wydawnictwie, które zajmuje się wydawaniem poradników zarabia najniższą krajową, przez co musi ograniczać budżet. Leon Twomey bierze nocne zmiany, bo rozpaczliwie potrzebuje pieniędzy, a każdy grosz odkłada na prawników, którzy mają wyciągnąć jego niesłusznie skazanego brata z więzienia.
Choć ich przyjaciele sądzą, że to szaleństwo, oni znajdują idealne rozwiązanie: w ciągu dnia Leon będzie w ciasnej kawalerce odsypiał noce zmiany, dzięki czemu Tiffy będzie miała to samo mieszkanie wyłącznie dla siebie przez resztę doby.
Co ciekawe, obydwoje są totalnym przeciwieństwem. Ona barwna, impulsywna, kolorowa i nieprzewidywalna. On małomówny, zamknięty w sobie, introwertyk. Czy pomimo takich różnic, uda im się dogadać w tak niewielkim mieszkaniu?

Moje zdanie:
Zacznę od tego, że "Współlokatorzy" to romans. Rasowy romans. Momentami tak słodki i "głupiutki", że aż trudno było mi czytać.
Duży minus za słabe wyważenie ilości poważnych tematów poruszanych w książce, a tak zwanych "pierdółek" lub zapychaczy. Tych drugich było zdecydowanie zbyt dużo, by nazwać tą książkę "bestsellerem".
To, ile razy przewróciłem oczami nad dialogami nie da się zliczyć. Rozmowy bardzo często były po prostu infantylne. Również  niektóre posunięcia bohaterów były dziwne i trudne do wytłumaczenia. Różnie przedstawiona forma dialogów u Leona i Tiff nie ułatwiała odbioru książki. Mnie to po prostu przeszkadzało.
Ta lektura jest jedną z tych, gdzie w momencie gdy czytasz opis znajdujący się na obwolucie. już doskonale wiesz jaki będzie finał. Szkoda, bo sam pomysł był oryginalny, jednak wykonanie zupełnie nie zaskoczyło. Bohaterowie dosłownie wyjęci ze schematu innej, romantycznej, mało ambitnej powieści.
Po wielu bardzo pozytywnych recenzjach miałam bardzo duże oczekiwania względem tej książki i niestety ogromnie się zawiodłam.
Zdecydowanie nie jest to lektura wymagająca dużego skupienia i nakładu emocjonalnego, dla osób szukających historii romantycznej z pazurem też się nie sprawdzi.

Ocena: 5/10

grudnia 09, 2019

Darwin: Jedyna taka podróż - Fabien Grolleau, Jérémie Royer

Tytuł: Darwin: Jedyna taka podróż
Autor: Fabien Grolleau, Jérémie Royer
Wydawnictwo: Marginesy

Ponad dwieście lat temu, 12 lutego 1809 roku, urodził się Karol Darwin, angielski przyrodnik, botanik i geolog. Sto pięćdziesiąt lat temu opublikował przełomowe dzieło „O pochodzeniu gatunków”, w którym jako pierwszy przedstawił teorię ewolucji gatunków drogą doboru naturalnego. Tym samym doprowadził on do najważniejszej rewolucji intelektualnej w historii ludzkości, zakwestionował religijne dogmaty, odebrał człowiekowi dumne miano najdoskonalszego boskiego stworzenia. „Naszym dziadkiem jest diabeł w postaci pawiana” - tak Darwin podsumował swoje początkowe domysły w prywatnym dzienniku.
Wydawnictwo Marginesy w ostatnim czasie wydało dwie wspaniałe książki dotyczące tego odkrywcy - jedną dla trochę młodszych (o której będzie ta recenzja) i drugą, dla bardziej dorosłych czytelników. Obie graficznie prezentują się cudownie.

O książce:
Jest rok 1831. Utalentowany, choć dość roztrzepany młodzieniec - Karol Darwin wchodzi na pokład zacumowanego w londyńskim porcie okrętu Beagle. Zaczyna on swoją przygodę praktycznie przez przypadek...
Oto kapitan FitzRoy szukał towarzystwa do wspólnych posiłków. Podczas rejsu jednak odkrywa swoje zamiłowanie do przyrody. Zafascynowany odkrywaniem nieznanej dotąd fauny i flory stara się prowadzić jak najdoskonalsze zapiski w swoim dzienniku. Nie wiem, że podróż ta zmieni życie nie tylko jego, ale także całej współczesnej nauki…
Dzięki tej powieści, przedstawionej w formie komiksu, wyruszcie razem z Darwinem w fascynującą podróż w najdalsze zakątki świata. Odwiedzicie tropikalne lasy i pełne życia wody oceanów. Będziecie świadkami odkryć, które dały początek przełomowej dla historii świata teorii ewolucji.

"Wszyscy mają uwierzyć, że tak na prawdę nikogo tu wcześniej nie było... Przeszłość ma zniknąć w otchłani zapomnienia. Tak prawdę chodzi o to, żeby ich unicestwić. Ale żadna istota ludzka nie zasługuje na to, co spotka ich ze strony białych żołnierzy. Wymyślono kraj, który nie ma mieć żadnych rdzennych mieszkańców." (str. 89)

Moje zdanie:
"Darwin: Jedyna taka podróż" to wciągająca i niebanalna powieść graficzna śledząca losy legendarnego naukowca u progu wielkich odkryć. Bazując na wspomnieniach samego Darwina opisanych w „Podróży na okręcie Beagle”, sięgając po biograficzne i naukowe źródła, autorzy przedstawiają jego spotkania z obcymi kulturami, fascynację dziką przyrodą, czy znalezienie skamieniałości prehistorycznych gadów.
Jak przyznają sami twórcy należy pamiętać, że komiks ten jest luźną adaptacją całej - pięcioletniej przygody znanego odkrywcy, gdyż ze względu na ograniczone możliwości graficzne nie mieli oni szansy przedstawienia wszystkich przygód, stad niektóre wydarzenia zostały pominięte, a część z nich połączono w jedność. Celem tej powieści nie jest opowiedzenie historycznej prawdy, a jedynie zaciekawienie czytelnika samym Karolem Darwinem, jego podróżą i odkryciami.
Całość czyta się szybko, ale z ciekawością, bo barwne, odpowiednio realistyczne rysunki mają swój urok. Chociaż jest to komiks, to jednak bywa on momentami lekko brutalny i porusza trudne i kontrowersyjne tematy (niewolnictwo, 'polowanie' na Indian), wiec moim zdaniem skierowany jest bardziej do starszego czytelnika niż kilkuletnie dziecko. Duży plus za nienachalne odniesienie się do teistycznego ewolucjonizmu.
Wszyscy zainteresowani zarówno zwierzętami, jak i samym odkrywcą, znajdą w tej książce coś dla siebie. A, że powoli zbliża się okres świąteczny, myślę, że lektura świetnie nada się jako pięknie wydany prezent pod choinkę.

Ocena: 8/10

Za możliwość przeczytania lektury dziękuję wydawnictwu Marginesy





grudnia 06, 2019

Proszę się nie bać... zaraz pan zaśnie... - Wiesław Mikuś

Ostatnio na polskim rynku wydawniczym ukazuje się coraz więcej książek o pielęgniarkach, lekarzach oraz systemie opieki zdrowotnej. Dzięki nim jesteśmy w stanie z bliska przyjrzeć się pracy w szpitalu czy pogotowiu. Uświadamiamy sobie, jak ciężka jest praca ludzi, którzy zdecydowali się poświęcić życie pomagając innym. Codziennie towarzyszy im nie tylko radość, ale często również ból oraz cierpienie. Wybory, przed którymi stają i opowieści, które słyszą od swoich pacjentów nie raz rozbijają serce na kawałki.

O książce:
Ta książka to wybór opowieści ze szpitalnego korytarza, których świadkiem był jej autor – Wiesław Mikuś, lekarz anestezjolog pracujący w szpitalach w Zamościu, w Szczebrzeszynie i w Biłgoraju. Jako człowiek lubiący ludzi i umiejący ich słuchać miał okazję poznać wiele niesamowitych opowieści, a teraz przekazuje czytelników w sposób lekki i przystępny. 
Historie te dotyczą różnych lat pracy, od lat siedemdziesiątych po czasy współczesne. Dokładne opisy pozwalają czytelnikowi wyobrazić sobie te specyficzne warunki pracy w tamtych czasach, kiedy nie wszystko było jeszcze jednorazowe, zamiast respiratora pacjenta często wentylowana ręcznie, a jako samochody pogotowia jeździły często zawodne nyski.

Moje zdanie:
"Proszę się nie bać... zaraz pan zaśnie..." to luźny zlepek opowieści lub zdarzeń którymi świadkiem był sam autor. Niestety dla mnie są one zbyt nierówno. Część z nich faktycznie chwyta za serce. Natomiast większość to historie, które wcale (chociaż tak obiecuje okładka) nie były dla mnie ani specjalnie wzruszające, ani specjalnie ciekawe, ani jakoś wyjątkowe. Nie wiem dlaczego Mikuś wybrał akurat te, bo we mnie nie wzbudziły większych emocji. Ot, codzienna praca w szpitalu. Tyle. Książka ta napisana jest prostym językiem - momentami aż za, co powoduje, że czyta się ją bardzo szybko. Opisane wydarzenia przemieszane są bardzo często różnymi dialogami, niektóre prowadzone są w formie pamiętnika, a jeszcze inne mają bogaty komentarz od autora. Jak dla mnie w książce panuje zbyt duży chaos, a historie nie mają ani ciągu chronologicznego, ani żadnego sensownego pogrupowania. Jakby pisarz co chwilę wymyślał nowy epizod i dopisywał go bez wcześniejszej redakcji.
Kolejnym minusem była mnogość znaków interpunkcyjnych - nadmiar wykrzykników i wielokropków. Pewnie autor miał dobre intencję, chciał przedstawić w sposób plastyczny i dynamiczny rozwój sytuacji podczas opisywanych zdarzeń, lub lepiej nakreślić ton głosu osoby mówiącej, jednak do mnie to zupełnie nie przemawiało.
Podsumowując, książka zupełnie do mnie nie przemówiła. Nie wiem, czy było to spowodowane zakręconym okresem w moim życiu, zbyt wysokimi wymaganiami, czy przejedzeniem się już 'lekarskim tematami'. Jeśli miałabym ją polecić, to tylko wiernym wielbicielom szpitalnych motywów.

Ocena: 5/10

grudnia 03, 2019

Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena - Lars Simon

Tytuł: Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena
Autor: Lars Simon
Wydawnictwo: Initium

Nie ma chyba osoby, która nie wiedziałaby jak wygląda mops. Zwierzaki te są śmieszne, ciamajdowate i mają przeurocze mordki. Sama słodycz - nic więc dziwnego, że zaraz po kotach opanowały internet. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nigdy nie zakochał się w "mopsim" pyszczku.
Są takie okładki, które kuszą swoim wyglądem. Są takie opisy, które intrygują zapowiedzią czegoś niesamowitego i ekscytującego. Są tacy bohaterowie - jak chociażby gadające mopsy, które wrzucają daną książkę na listę moich bestsellerów.

O książce:
Lennart Malmkvist ma wszystko to, czego mogą zazdrościć mu inni: świetna posada w renomo
wanej firmie, drogie mieszkanie, dużo pieniędzy i chwilowe, niezobowiązujące romanse. Do czasu! Nagle w jego życiu pojawia się kataryniarz w czerwonym fraku i pogniecionym cylindrze, który zaczyna przęśladować go nie tylko w ciągu dnia, ale także w snach. To jeszcze nie koniec!
Podczas przeprowadzania najważniejszej prezentacji w pracy Lennart niespodziewanie straci mowę, co spowoduje natychmiastowym zwolnieniem. Aż wreszcie dziwaczny sąsiad, stary Buri Bolmen, zapisuje mu w spadku sklep z magicznymi przedmiotami i śmiesznymi gadżetami „Grota Śmiechu i Czarów Bolmena” oraz humorzastego mopsa.
Wszystko to jest dość dziwne, ale będzie jeszcze dziwniej. Podczas pewnej burzy mops Bölthorn zaczyna mówić – twierdzi, że Lennart jest wybranym. Musi zaakceptować swoje magiczne dziedzictwo i wyjaśnić, kto zamordował Buriego.
Morderstwo? Magiczne dziedzictwo? Gadający pies? Lennart wyobraża już sobie siebie na sofie u terapeuty... Na koniec okazuje się jednak, że Bölthorn ma rację, i że chodzi o coś znacznie większego niż zwykła magia.

"- Mówiłem panu - pouczył go Lennart. - Nie warto obrażać mopsów. Nie wynika z tego nic dobrego. Niech mi pan wierzy, przemawia przeze mnie doświadczenie." (str. 387)

Moje zdanie:
Są takie książki, które idealnie nadają się na poprawę humoru albo takie, przy których z łatwością oderwiemy się od rzeczywistości i zagłębimy w świat tajemnicy i  magii. "Lennart Malmkvist i osobliwy mops Buri Bolmena" posiada obie te cechy. Jest lekturą tak dziwną, ale tak dobrą, że trudno w sposób jednoznaczny zmieścić ją w jakiekolwiek ramy tematyczne. Myślałam, że w książkach spotkałam się już ze wszystkim, ale jednak gadający, sarkastyczny mops to było coś zdecydowanie oryginalnego.
Sama historia jest po prostu niepowtarzalna, pełna humoru, magii i kryminalnej zagadki idealnie wypełni nam czas w długie jesienne wieczory. I chociaż spektrum jest ogromne, to jednak wydaje mi się, że każdy czytelnik odbierze ją we właściwy dla siebie sposób. I chociaż wszystko w niej zakręcone jest jak "skarpetki po praniu" to jednak, o dziwo, całość ma sens i dąży do pewnego meritum.
Bohaterowie są tak różni i tak zadziwiający, jak cała opowieść.  To w pewnym sensie zbieranina tak pomieszanych charakterów i osobowości, że nie pozostaje mi nic innego jak pozazdrościć naszemu Lennartowi takich znajomych.
Okazuje się, że historia ta to dopiero początek dłuższej opowieści - pierwsza część, preludium, które miało nas wprowadzić w wielkie i mroczne tajemnice. Interesujący wstęp do czegoś o wiele większego.
Polecam wszystkim wielbicielom mopsów, i nie tylko.

Ocena: 7/10

Za książkę dziękuję wydawnictwu Initium



Copyright © 2014 RECENZOWNIA KSIĄŻKOWA , Blogger